Mediny
February 24, 2011Jeśli ludzkie osady są jak żywe organizmy, tylko w większej skali, to mediny, czyli tradycyjne centra rzemieślniczo-handlowe marokańskich miast, muszą być organizmami z tekstów de Sade’a i Bataille’a. Organizmami hiper-witalnymi, cielesnymi, wyrażającymi się tysiącem swoich życiowych funkcji. Nieustannie jedzącymi, pijącymi i pocącymi się, defekującymi, kopulującymi, toczącymi nieskończonym labiryntem swoich żył nieskończone ilości składników. Tych niezbędnych do życia, tych luksusowych, które przez zachłanność jakichś narządów znalazły się w organizmie, tych które należy wydać jako produkt wytworzony lub wydalić jako uboczny, a także paru tych obcych, neutralnych, które nie odgrywają w nim żadnej zasadniczej roli – turystów. W ciasnych uliczkach medin można znaleźć wszystko: jedzenie, ubrania, sprzęt elektroniczny i AGD, wyroby artystyczne i rzemieślnicze, instrumenty muzyczne, części do rowerów, skuterów i uprzęży dla koni... kantory, fryzjerów, kawiarnie, restauracje, krawców, stolarzy, szewców ...wszystko. Lecz produkty i usługi, to jedynie sekrecja procesów które toczą się w tysiącach komórek tego samego organizmu. Tylko w medinach można sobie w pełni uświadomić czym jest gospodarka rynkowa, a w szczególności jej pion produkcyjno-handlowy. Ktoś zabija krowę, ktoś kupuje mięso i robi z niego steki, ktoś inny kupuje i wyprawia skórę, którą farbuje w sukach farbiarskich, i z której jeszcze ktoś inny robi torebki kupowane przez pannę pracującą w zakładzie fryzjerskim. Wszystko ma swoją wartość, jasno określoną funkcję i sens wyznaczony przez bardzo konkretny potrzeby. Każdy ma swoje miejsce, rolę i swoje cele w tym systemie, i każdy funkcjonuje w systemie dzięki innym. Jego siłą scalającą jest raczej obowiązek, odpowiedzialność, tradycja i znajomość swoich powinności. Ludzie potrzebują innych ludzi tak długo, jak długo jest oczywistym, że bez tej struktury sens ich własnego istnienia jest podważony. Ale gigantyczną siłą napędową systemu jest pragnienie wzrostu, chęć zapanowania nad jak największą ilością życiowych funkcji organizmu. Cywilizacja zachodnia skutecznie zniwelowała tę świadomości. Zniszczyła transparencję procesów i podstaw, które nadają sens funkcjonowaniu w złożonej strukturze społecznej. Zatamowała też chęć ekspansji, substytuując ją chwilowym zaspokajaniem. To niewątpliwie droga postępu. I niewątpliwie droga samozagłady.
To nie jest deklaracja nawróconego marksisty, albo jeszcze gorzej, Rousseauwskiego melancholika tęskniącego za mitycznym, sielskim życiem w czasach precywilizacyjnych. Kocham Europę. Kocham jej schyłkowość, jej aseptyczność, odpersonalizowanie, i jej hedonizm. Jestem Europejczykiem pełną gębą. Pławię się w swojej prywatnej przestrzeni wypełnionej niekończącym się ciągiem małych konsumpcyjnych rozkoszy. Chcę wchodzić do białych i pięknych centrów handlowych uzbrojony w odbezpieczoną kartę PIN, przechadzać się świecącymi posadzkami, krytycznie oglądając produkty i niczym snajper jednym ruchem palca zdobywając te wzięte na cel.
Jestem piewcą humanizmu i liberalizmu, od wszystkiego i przeciw wszystkim, którzy chcieliby go ograniczać. Wszyscy ludzie powinni być wolni – co najważniejsze od siebie nawzajem. Sławię prawo do niedotykalności, nieprzysiadalności i niegawędliwości. Drugi człowiek to luksus i rozrywka i jak każda rozrywka przysługuje mu tyle mojego czasu i uwagi ile mam na to ochoty. Nie chcę być odpowiedzialny za nic i za nikogo. Od tego są państwo i instytucje społeczne. To moje prawo i zdobycze demokracji, wywalczone w krwawych rzeźniach przez moich dziadów i pradziadów. Chcesz wyciągnąć do mnie dłoń? Zaskocz mnie, opakuj się ciekawie i na Boga zabaw mnie, wtedy pomyślimy. Mam nadzieję, że za dwadzieścia lat będziemy spotykać się z innymi, jak i zamawiać wszystkie przjemności, już tylko na żądanie, przez Internet, z dostawą do domu, płatne przy odbiorze lub za abonamentem. Koniec nowożytnej cywilizacji europejskiej, w odróżnieniu od epickich kataklizmów kultur starożytnych i średniowiecznych, przejdzie niezauważalnie, bez bitew. Przejdzie dokładnie za naszymi plecami, gdy my będziemy rejestrować się w najnowszej usłudze Google myLife, rozważając czy 40 lat to jeszcze nie za wcześnie na myślenie o stałym partnerze i potomstwie. W tym czasie ulice będą należały już do nowych jurnych chłopców i dziewcząt, przed którymi na nowo będzie majaczyła wielka walka o emancypację i wolną miłość. I mam nadzieję, że ja tam wtedy będę, bo chciałbym wówczas zapalić papierosa patrząc na koniec mojej cywilizacji...
Dobrze, to będzie kiedyś. A póki co trzeba naciągnąć i przesmarować łańcuchy. I w drogę.
To nie jest deklaracja nawróconego marksisty, albo jeszcze gorzej, Rousseauwskiego melancholika tęskniącego za mitycznym, sielskim życiem w czasach precywilizacyjnych. Kocham Europę. Kocham jej schyłkowość, jej aseptyczność, odpersonalizowanie, i jej hedonizm. Jestem Europejczykiem pełną gębą. Pławię się w swojej prywatnej przestrzeni wypełnionej niekończącym się ciągiem małych konsumpcyjnych rozkoszy. Chcę wchodzić do białych i pięknych centrów handlowych uzbrojony w odbezpieczoną kartę PIN, przechadzać się świecącymi posadzkami, krytycznie oglądając produkty i niczym snajper jednym ruchem palca zdobywając te wzięte na cel.
Jestem piewcą humanizmu i liberalizmu, od wszystkiego i przeciw wszystkim, którzy chcieliby go ograniczać. Wszyscy ludzie powinni być wolni – co najważniejsze od siebie nawzajem. Sławię prawo do niedotykalności, nieprzysiadalności i niegawędliwości. Drugi człowiek to luksus i rozrywka i jak każda rozrywka przysługuje mu tyle mojego czasu i uwagi ile mam na to ochoty. Nie chcę być odpowiedzialny za nic i za nikogo. Od tego są państwo i instytucje społeczne. To moje prawo i zdobycze demokracji, wywalczone w krwawych rzeźniach przez moich dziadów i pradziadów. Chcesz wyciągnąć do mnie dłoń? Zaskocz mnie, opakuj się ciekawie i na Boga zabaw mnie, wtedy pomyślimy. Mam nadzieję, że za dwadzieścia lat będziemy spotykać się z innymi, jak i zamawiać wszystkie przjemności, już tylko na żądanie, przez Internet, z dostawą do domu, płatne przy odbiorze lub za abonamentem. Koniec nowożytnej cywilizacji europejskiej, w odróżnieniu od epickich kataklizmów kultur starożytnych i średniowiecznych, przejdzie niezauważalnie, bez bitew. Przejdzie dokładnie za naszymi plecami, gdy my będziemy rejestrować się w najnowszej usłudze Google myLife, rozważając czy 40 lat to jeszcze nie za wcześnie na myślenie o stałym partnerze i potomstwie. W tym czasie ulice będą należały już do nowych jurnych chłopców i dziewcząt, przed którymi na nowo będzie majaczyła wielka walka o emancypację i wolną miłość. I mam nadzieję, że ja tam wtedy będę, bo chciałbym wówczas zapalić papierosa patrząc na koniec mojej cywilizacji...
Dobrze, to będzie kiedyś. A póki co trzeba naciągnąć i przesmarować łańcuchy. I w drogę.
Posted In : Mediny
