Forma Zen: głęboka unifikacja europocentryczna
Zen towarzyszące Wielkiej przejawiało się konsekwentnie w formie jednego z tych truizmów (o feralnie humanistycznym zadęciu), który choć łatwo deklamowany, nabiera autentycznej świeżości dopiero w organoleptycznej konfrontacji z rzeczywistością: Europa Zachodnia i Środkowa, czy to przez wspólne korzenie cywilizacyjne czy poprzez współczesne globalne procesy ekonomiczno-społeczne, to obszar tak bardzo mentalnie i kulturowo zbliżony, iż powszechnie stosowane etykiety narodowe mogą pełnić sensownie jedynie dwojaką funkcję w dyskursie europejskim: 1. wskazywania arbitralnych (choć zapewne niezbędnych) podziałów administracyjnych; 2. umownego nośnika treści o naturze regionalno-satyrycznej, podobnych do tych jakie krakowiacy kierują do warszawiaków i vice versa, i w które obfitują opisy z niniejszej wyprawy.
Gdyby nie zmiana języka napisów na witrynach sklepowych i okazjonalne "currency exchange", nie sposób byłoby się zorientować, przez który z krajów właśnie się przemierza. Snickersy w każdym supermarkecie leżą na tej samej półce, a przypadkowych autochtonów zawsze
można zabawić tymi samymi dowcipami (zmieniając co najwyżej użyte nazwy geograficzne).
Dostrzegając podobieństwa nie ignorujmy jednak różnic. Poniżej lista kilku z nich, które stanowią istotną barierę dla procesu integracji. Postuluję by znieść je w ramach dekretu normalizacyjnego na szczeblu centralnym UE:
- nazewnictwo: "kawa z mlekiem" i "bankomat",
- marka firmy produkującej lody Magnum,
- oznakowania poziome zjazdów z autostrad,
- standardowa miara piwa przyjmowana implicite do zamówienia "jedno piwo, proszę".